13,006 pytań - 31,630 odpowiedzi - 981 komentarzy

Co zrobić żeby koń mnie polubił?

0 głosów
Hej, wiem ,że takich pytań jest od cholery, ale to będzie inne. Proszę przeczytaj całość, jednak jesli nie masz czasu albo ci sie nie chce, pomin prosze dlugi tekst i przejdz do pytania ktore jest gdzies na koncu, odznaczone długą przerwą :). Zapraszam ;)

Na pierwszych jazdach na lonzy, jak to zwykle poczatkujacy do stajni przyjezdzalam na gotowe, wsiadalam i zsiadalam a nastepnie jechalam do domu. Minelo troche czasu, gdzies w okolicach 4-5 lekcji zaczelam wchodzic do stajni zeby popatrzec na konie i wgl. Glaskalam je, rozmawialam z nimi itd. W stadninie mamy 2 stajnie takie na widoku z koniami rekreacyjnymi. W 2 stajni w ostatnim boksie po lewej stronie byl pewien kon, siwy walach o imieniu Bellamiko. Bylo w nim cos takiego, co sprawialo ze lekko sie go balam. Na klacze fryzyjskie reagowalam z radoscia i wtedy jeszcze lbilam je najbardziej, (kiedy w koncu przekonalam sie jakie sa fryzy podczas jazdy po prostu modlilam sie zeby na jazde nie dostac zadnej fryzki xd) dlatego glaskalam je i najczesniej do nich podchodzilam. Kiedy przechodzilam kolo Bellamiko bylam przed jego boksem tylko chwilkę bo myślałam ,że on gryzie czy cos w ten desen. Nadszedl czas kiedy poszlam na zastep. Po drugiej porazce na fryzie stwierdzilam ze boje sie jezdzic na wysokich koniach. Oczywiscie byly to wmowione wymysly, bo dobrze wiedzialam ze tak naprawde nie idzie mi tylko na fryzach, a wzrost innych koni nie ma tu zadnego znaczenia, Po paru lekcjach zastepu zostal mi przydzielony nikt inny jak wlasnie Bellamiko. Wmawiala sb ze bedzie zle i okropnie i wgl balam sie ze spadne ze bedzie okropnie na jezdzie no itd. Poszukalam jakas dziwczyne z wolontariatu do pomocy bo ja jeszcze wtedy nie umialam siodlac. Poszlysmy do boksu, ja wyczyscilam, ona osiodlala (oczywiscie ja sie tam przygladalam i wgl) ale wtedy choc moze to zabrzmiec bajkowo Bellamiko z anielskim spokojem patrzyl na mnie a ja na niego. Podeszlam do niego i zaczelam cos tam gadac do niego i go glaskac. Usmiechnelam sie do konia, w koncu to kon a kazdy kon jest fajny, ale w srodku bylam pelna obaw co do jazdy na nim. Bellamiko stal osiodlany, a ja mialam go wyprowadzan na ujezdzalnie. Zaczelam z nim wychodzic a do mamy ktora stala z boku powiedzialam tylko szeptem sarkazmem "Jak ja kocham wielkie konie.." (to byla trauma po jezdzie na fryzie xdd) i z obawą poszłam na plac. Pociagnelam popreg, wsiadlam z niepokojem a instruktorka zrobila mi strzemiona.Na dodatek tego ze balam sie ze jazda bedzie tragiczna, gdy tylko instruktorka odeszla, zanim chwycilam wodze kon ruszyl sam. Zalamalam sie totalnie i szybko chwycilam wodze nakierowywyujac konia tam, gdzie mial isc. Po chwili wszyscy sie ustawili wg nakazu instruktorki i jechalismy stepem. Po jakims czasie nadeszla pora na klus. (Napisze to poraz 5 ale kit xDD) Z wielką obawą ruszyłam kłusem. I w tym momencie, ku moejmu zaskoczeniu, kłus na Bellamiko był najlepszym jaki do tamtej pory miałam. Byłam wręcz zszokowana ,że jazda na nim nie jest tragiczna, a wręcz przeciwnie. Była samą przyjemnością. Uśmiechnęłam się pod nosem i poklepałam konia. Cała jazda zleciała szybciutko. Byłam zawiedziona ,że już muszę zejść :D Ustawilismy sie do zsiadania, a ja zamiast najpierw go poklepac po szyi, przytulilam sie do niego (taki ze mnie debil) a dopiero potem poklepałam.Zsiadłam i zaprowadzilam Bellamiko do boksu. Rozsiodłałam go i pożegnałam się. Poczułam ,że ten koń jest dla mnie wyjątkowy i ,że naprawdę go mega polubiłam. Zaniosłam sprzęt i pojechałam do domu. Następne jazdy okazały się wyczekiwaniem na to aż znów zostanie mi przydzielony Bellamiko. Te dni to były tortury. Ale w końcu nadszedł ten dzień, to było na ostatniej lekcji, kolejną mam we wtorek.Poszłam jak poszalała po sprzet i pognałam do konia. Przywitalam sie glaskajac go i wgl i zaczelam czyscic. Osiodlalam go ale ze mam lekkie problemy z oglowiem pomogla mi jedna dziewczyna z wolontariatu. Powiedziala ,ze az dziwne ze jest taki spokojny. Wywnioskowalam ze jest spokojny kiedy ja jestem w boksie nie wiedziec czemu ;oo (pomarzyc zawsze mozna, to rekreant ktory pewnie wgle mnie nie pamieta ;cc ) dowiedzialam sie wtedy ze moja kruszynka byla kiedys bita dlatego teraz sie boi ;'( dziewczyna zalozyla oglowie a ja entuzjastycznie zaprowadzilam konia na plac (bla bla bla) i wsiadlam i zaczela sie lekcja. Tak jak sie spodziewalam na Bellamisiu bylo supi dupi i wgl. :D ta godzina minela szybciutko, i znowu nadszedl ten czas kiedy musiaalm zejsc z konia :( klepelam go w szyje i dziekowalam i wgl. zsiadlam i zaprowadzilam Bellamika do boksu. To był dzień kiedy naprawdę pokochałam tego konia. Rozsiodallam go i poszlam odniesc sprzet ale wrocilam do niego i tak na niego parzylam i wgle chwalilam glaskalam klepalam poo szyi i przytulalam ;D on natomiast nie zrażał się moją obecnością tylko chodzil po swoim boksie szukajac jedzenia xd czyi nie podchodzil do mnie i wgl ;/

 

Chciałabym dowiedzieć się co muszę zrobić ,żeby koń mnie zwracał na mnie więcej uwagi, rozpoznawał mnie i lubił. Chciałabym żeby mi ufał. Liczę się z tym ,że potrzebne jest MEEGA MEGA duzo cierpliwosci i czasu, jednak haczyk tkwi w tym ze do stajni jezdze 1-2 razy w tygodniu ;/ sa wakacje, myslalam zeby zapisac sie na wolontariat dzieki czemu bede miala jazdy za prace wiec bede jezdzila czesciej, bede częściej w stajni a co się z tym wiąże - będę dłużej przebywać z Bellamiko :)

Napiszcie wodp, co o tym sądzicie, co wy byście zrobili, jak WY zdobyliście zaufanie swojego badz uluionego konia, a co najwazniejsze, piszcie przyklady JAK JA moglabym taka wiez osiągnąć. Co muszę robić? Odpowieedź na to pytanie zostawiam wam - ekspertom :)
pytanie zadane 26 czerwca 2016 w Porady przez użytkownika banan (2,548)
   

1 odpowiedź

0 głosów
Porób z nim na ujeżdżalni prace z ziemi. Też mam w stadninie takiego swojego ukochanego konika, który kiedyś był bity :'(  i jakieś 6 lat temu nie pozwalał zbliżyć się do siebie człowiekowi, zauważyłam że napoczątku ignorował  mnie, ale pewnego dnia rodzice pojechali ze mną do stajni i miałam mieć tylko jedną lekcje, ale ja zapytałam się czy mogę jeszcze zostać i spędzić czas z Kartaczem (to ten konik) i oni się zgodzili wtedy Kartacz na początku ignorował mnie, ale potem zobaczył że ja nie jestem taka jak inni i jestem ta lepsza bo miałam chleba i tak zaczął mi ufać. Od tamtej pory zawsze sobie mówię że na wszystko przyjdzie odpowiedzni moment i tak zawsze jest.

Daj mu czas, to zobaczysz sam się z tobą zaprzyjaźni. Jak będziesz jechała do stadniny bierz mu zawsze np. jabłko, marchew, chleb (ale tylko suchy) i po jakimś czasie przekona się że jesteś dobrą osobą a nie jedną z tych których on znał ;) :D
odpowiedź 3 lipca 2016 przez użytkownika Marta Szabla
...